środa, 21 września 2011

6. Kokosany, czyli gigantyczne kokosanki ;)

Nie mam pojęcia, co mnie podkusiło do ich wykonania, ale powiem wam jedno.... było warto. Wyszły niesamowicie dobre. Jak ja żałuję, że nie możecie ich spróbować. Po prostu idealne. Szkoda tylko jednego, a mianowicie, że tak strasznie mało masy mi wyszło. Następnym razem zrobię z podwójnej porcji i wam też tak radzę, bo ten smak jest po prostu oBłĘdnY ! :D


Nazwałam je kokosany, gdyż zrobiłam takie strasznie wieeeeelkie porcje. Przyznam się bez bicia, że po prostu nie chiało mi się kleić tych malutkich kuleczek. Upiekłam więc mega kokosany i ostrzegam, że wcale nie na jeden gryz jak to w tradycyjnych bywa :). Polecam wam spróbować średnice min. 10 cm. :) Super je się takie kokosowe kolosy :D.


Gigantyczne Kokosany :) !

- 4 białka
- 200 gram cukru pudru
- 50 gram mąki
- 200 gram wiórków kokosowych.

Ubijamy białka na sztywno i dodajemy resztę składników. Następnie wszystko razem mieszamy. Na blasze wyłożonej papierem, nakładamy nasze kokosany. U mnie mieściły się tylko 4 na całość :D. Pieczemy około 15-20 min w 175 stopniach. Wsio ;) !




PS: Zapomniałam o kosztach! Tanie nie są: jajka 4 x 0,50 gr, + cukier z 1,50 zł policzę, + mąka w tym przepisie free, kokos : 3,10 x 2 = 9,7 zł = 10 zł. Zostało mi 40 zł :) Plus minus ;)

niedziela, 18 września 2011

Chciałabym zaprosić wszystkich kulinarnych blogerów na to niesamowite wydarzenie!

Hej!
Ostatnio dostałam e-maila z tak zwaną propozycją nie-do-odrzucenia. Była to oferta rejestracji w Blog Forum Gdańsk 2011. Jest to weekendowe spotkanie 150 blogerów z całej Polski; na czymś w rodzaju "targów". Ze względu, iż miejsc jest mało, a organizator zapewnia zakwaterowanie i wyżywienie, szalenie warto postarać się o miejsce na BFG.

Zaplanowane są warsztaty oraz możliwość zaprezentowania swojego bloga na tak zwanym Hyde Parku. Impreza zapowiada się niesamowicie i podejrzewam, że każdy bloger chciałby tam być.

Ja już swoje zgłoszenie wysłałam. Wyniki do 3ego października, a impreza bodajże 16-17-sty październik. Chciałabym tam się znaleźć i spotkać się z wami. 

Wysyłajcie swoje zgłoszenia i trzymajmy za siebie kciuki, pozdrawiam 
Szana Banana.

sobota, 17 września 2011

5. Tapenada. Po co kupować jak można zrobić samemu?

Hej!
Dzisiaj prezentuję wam tapenadę. Tradycyjną francuską pastę do smarowania bagietek. Pyszna przystawka zaostrzająca apetyt. Smak jej można urozmaicać dodając rozmaite dodatki takie jak np.: sok z cytryny, musztardę czy zioła.. Ja prezentuję naj-klasyczniejszą z klasycznych :) Oczywiście wariant zielony też dozwolony jednak u mnie dzisiaj króluje czarna. Bon appetit ! :)



KOSZT:
oliwki: 2,70 zł
bagietka: 2,60 zł
kapary: 3,90 zł
rybka: znaleziona w lodówce ;)

ZOSTAŁO: zaokrąglamy : 50 zł :)




Tradycyjna francuska przystawka, czyli bagietka i tapenada
 z czarnych oliwek ;)
- 20 dag oliwek bez pestek
-2 łyżki kaparów
- 2 ząbki czosnku
- świeżo zmielony pieprz
- oliwa
- 2 fileciki anchois
(przyznam się tu bez bicia, iż zapomniałam kupić, więc aby dodać rybnego posmaku paście dodałam filet z pstrąga. Nie za wiele, ale dobrze postąpiłam, bo fajny aromat pozostał ;)).



Oliwki, rybkę, pieprz, czosnek razem blenderujemy w misce. Kiedy masa zacznie być w miarę jednolita dodajemy stopniowo oliwy, aby powstała nam gęsta pasta. Ponownie miksujemy. Gotowe :)
Tapenada idealnie nadaje się nie tylko do świeżej bagietki, ale i do sosu z makaronem czy jako dodatek do mięs i ryb. Świetnie (moim skromnym zdaniem) smakuje z bazylią i pomidorkiem, polecam!





piątek, 16 września 2011

4. Kawowa Panna Cotta ;) Deser do wykonania w każdym domu!

Siema!
A ja tak dalej brnę w te desery i brnę, choć widmo diety gdzieś tam w zakamarkach mojej mrocznej glowy siedzi. Niestety jestem uzależniona od cukru i zmuszona do wiecznego zmagania się z czasem, więc dla was ode mnie szybki i słodki smakołyk. Panna Cotta. A jak już brniemy w włoskie klimaty to koniecznie o smaku małej czarnej z dużą ilością cukruuuuu...




KOSZT:
śmietana: 5,50 zł
żelatyny: 3,30 zł
cukry, kawy etc. :) ->
zaokrąglamy sumę do 9 zł

 ZOSTAŁO: 60 zł
Kawowa Panna Cotta
- 1 op. duże śmietany UHT 30 %
- 100 gram cukru
- 3 łyżki żelatyny
- 150 ml mocnego naparu kawy

Wpierw przygotowujemy napar z kawy, a 3 łyżki żelatyny namaczamy w zimnej wodzie, aby nam napęczniała. Śmietankę z cukrem doprowadzamy prawie do wrzenia, ale nie zagotowujemy. Dodajemy żelatynę i mieszamy tak, aby się nam równomiernie i dokładnie rozpuściła. Następnie dodajemy kawę i całość razem mieszamy. Odstawiamy do wystygnięcia i przelewamy do foremek kiedy masa będzie zimna. Polecam silikonowe. Nie zardzewieją i ułatwią wyjmowanie smakołyków.






Pozdrawiam,
PS: Róbcie Pannę Cottęę!
SZANA :)

poniedziałek, 12 września 2011

3. Kalafior w sosie brzoskwiniowym.

Hej!
W końcu przedstawię wam potrawę, na której wykonanie sama długo czekałam. Przekładała się ona z dobry tydzień w czasie, a ja strasznie byłam ciekawa jej smaku. Niby jestem w stanie wyobrazić sobie smak kalafiora i brzoskwini, ale jakoś razem to tak nie do końca byłam pewna, że smak będzie właśnie "taki". Cokolwiek słowo "taki" miałoby oznaczać. 


Wybór akurat takiego połączenie w moim przypadku był oczywisty. Poszukuje dań oryginalnych, ale zarazem łatwych w wykonaniu. Szybkich i niedrogich. Kalafior w sosie brzoskwiniowym pod tym kątem okazał się idealny. Polecam go jako fajne urozmaicenie tradycyjnego obiadu w tygodniu. Pasowałby do ryby gotowanej na parze. Czasami fajnie jest coś małego zmienić, dodać coś "ekstra". Tu sukcesem jest sos, bo cóż... kalafior jak smakuje to każdy wie. 

Kalafior w sosie brzoskwiniowym

- kalafior
- puszka brzoskwi\n w syropie (6 połówek)
- 1/2 szklanki wina (125 ml)
- sól i pieprz
- 2 łyżki jogurtu
Kalafiora gotujemy na parze uprzednio umytego i podzielonego na różyczki.

Brzoskwinie blenderujemy z winem i doprowadzamy do wrzenia, aby alkohol wyparował, ale pozostał smak. Gdy sos ostygnie dodajemy dwie łyżki jogurtu i doprawiamy solą i pieprzem do smaku. Polewamy warzywko i gotowe!

KOSZT:
kalafior:  2, 50 zł
jogurt: 1,30
brzoskwinie: 4,00 zł

SUMA -> 7,80 zł
ZOSTAŁO:  69,60 zł

piątek, 9 września 2011

2. Nektarynkowa tarta. Takiej jeszcze nie jedliście ! Kawałek tylko 2,45 zł :)

Witam!
Dzisiaj miał być kalafior w sosie brzoskwiniowym i placuszki z buraków, ale niestety los sprawił, że moje plany musiały się z deńka pozmieniać. Dzisiaj piątkowy przepis. Znów na słodko. Tarta nektarynkowa.



Zanim wzięłam się do pracy przejrzałam internet w poszukiwaniu inspiracji. Niestety, niczego ciekawego nie znalazłam. Jedyną propozycję na jaką się natknęłam; było zwykłe kruche ciasto z położonymi owocami zasypanymi w cukrze.

Zdecydowałam się, że zostanę przy swoim pomyśle. Metoda na jak ja to nazywam "zagotowywanie kremu" daje mi wyjątkowe poczucie bezpieczeństwa, że ciasto wyjdzie, więc skusiłam się kolejny raz na nią tylko z niewielkimi zmianami, aby stworzyć tartę przypominająca smakiem i zapachem ostatnie dni lata.



Tarta nektarynkowa

- ciasto kruche

- 5 nektarynek
- 7 żółtek
- 2 łyżki masła
- szklanka cukru
- 2 łyżki cytryny
- dżem brzoskwiniowy

Formę wykładamy ciastem i nakłuwamy widelcem. Następnie kładziemy papier do pieczenia i wysypujemy fasolę dla obciążenia. Pieczemy w 180 stopniach wpierw do ścięcia się boków, ale jeszcze nie do zrumienienia. Gdy boki już są twarde, wyciągamy ciasto i wyjmujemy szybko fasolę i wkładamy z powrotem do pieca. Ciasto pieczemy dalej "na oko" (moje ulubione :), ale fakt faktem, że rzadko patrzę na zegarek :P). Do zrumienienia się. Gdy gotowe, wyciągamy i odstawiamy do wystygnięcia.



W międzyczasie robimy nekatrynkowy krem. Myjemy cztery nektarynki i kroimy na małe kawałki wraz ze skórką. Wszystko razem wkładamy do miski i blenderujemy do osiągnięcia musu z kawałkami owoców i skórki. 

W drugiej misce łączymy mikserem żółtka z cukrem. Gdy masa będzie gotowa dodajemy masło i sok z cytryny i znów ponownie miksujemy.  Na samym końcu dodajemy zmiksowane owoce i łączymy obydwie masy za pomocą miksera.



Wrzucamy to na ogień i gotujemy tak długo, aż masa nam wyraźnie zgęstnieje. Wtedy możemy już się nie martwić, że masa nam się nie zetnie. Idealna metoda. Rozwiewa wszystkie wątpliwości :P

Wylewamy "budyń" nektarynkowy na spód. Teraz dżem. Około 3 łyżki wkładamy do rondelka i rozpuszczamy. Na tarcie układamy świeże owoce i całość smarujemy rozpuszczonym dżemem, który zrobi nam potem piękną glazurę.

:)

KOSZT:
ciasto:
podliczając cały koszt produkcji to około 9 zł. Jednak z tej ilości ciasta wychodzą 3 tarty, czyli wyniosło mnie to 3 zł
dżem: 4 zł
żółtka: 0,47 zł x 7 = 3,29
masło: zawsze pod ręką w lodówce, ale kiedyś tam trzeba będzie kupić nowe. Podliczę je więc tu: 2,80 zł 
nektarynki: 4 zł
szklanka cukru: 1,80 zł
cytryna: 0,70 zł

SUMA -> 19,60 zł _---> kawałek 2,45 zł
ZOSTAŁO:  77,40 zł

czwartek, 8 września 2011

1. Retro deser, czyli jabłka z dżemem pod bezową czapą ! :)

Hej!
Dzisiaj w końcu pierwszy przepis z mojej kryzysowej rozpisówki. Zaczynam od deseru. Taniego ( zgodnie z założeniem ;)) i do tego szybkiego. Polubi go każdy. Idealny na nagły spadek cukru! :)



KOSZT:
jabłka: 1,95 zł
dżem: bezcenny; kupiony wieki temu ;)
białka; czyli inaczej dwa jajka: powiedzmy złotówka
masło: zawsze pod ręką w lodówce.
mąka ziemniaczana: jw. ;) (tylko, że w szafce) :)
SUMA: zaokrąglijmy -> 3 zł / 4 porcje !
ZOSTAŁO:  97 zł


Deserowe jabłka
faszerowane dżemem pod bezową czapą!

- 2 duże jabłka
( najlepiej dojrzałe Antonówki )
- dżem
 (jaki lubicie. Ja akurat miałam własnej roboty morelowo-brzoskwiniowy)
- 3 białka
- 2 łyżeczki cukru
- łyżka mąki ziemnaczanej




Jabłuszka myjemy i przekrawamy na pół. Następnie łyżką wygrzebujemy wnętrzności i napełniamy nasze łódeczki dowolnym dżemem. Układamy w wysmarowanej masłem żaroodpornej formie i pieczemy do zrumienienia w 180 stopniach. Nie powiem wam dokładnie ile. Nie patrzyłam :P


Podczas rumienienia się jabłek ubijamy pianę z białek z dodatkiem cukru i mąki. Gdy jabłka będą już zrumienione, wyjmujemy na sekundkę i nakładamy pianę z białek na każde jabłuszko. Wkładamy z powrotem, obniżamy temperaturę do 160-150 stopni i trzymamy do zrumienienia się tarty.


sobota, 3 września 2011

Filoletowe tagliatelle pachnące miętą z grzybami i jagodami

Hej!
Czas zacząć moją misję! Ten przepis nie będzie jeszcze jednak wliczany do kosztorysu ze względu na pomoc finansową siostry przy jego realizacji. Dzięki Dorcia ! :)

Przepis powstał wyłącznie na potrzeby wrześniowego zadania w konkursie na kulinarnego bloga roku.
Nie jestem jakąś wielką fanką grzybów, ale trzeba było podjąć się zadania i coś smacznego wymyślić.


Mam w domu magiczną książkę. Niestety wersja tylko w języku angielskim. Nazywa się "The flavour thesaurus". Cała książka analizuje i opiera się na doborze smaków. Co do siebie pasuje, a co nie. Miliony kombinacji. Często wydają mi się absurdalne, jednak po wykonaniu okazują się genialne.
Tak było i w tym przypadku.
Mięta i jagody pasują do grzybów?!? WTF? 
A jednak! Warto było spróbować. Czegoś tak oryginalnego i dobrego dawno zapewne nie jedliście. Mam nadzieję, że się przekonacie i spróbujecie.

Fioletowe tagliatelle z grzybami i jagodami,
delikatnie miętowe
- opakowanie tagliatelle
 ( ja użyłam barwionego jagodą. Dostałam go w sklepie z regionalnymi produktami sprowadzonymi z Włoch.) 
-mus z jagód
sos
- 250 ml śmietany 18%
- łyżka serka ricotta
- 1/2 cebuli
- 5 pieczarek
(mogą być oczywiście inne grzybki)
- tłuszcz do smażenia
- sól, pieprz
- gałka
- parę liści świeżej mięty
- 1/2 saszetki mięty do zaparzenia
Makaron gotujemy al dente. I nie przemywamy go pod bieżącą wodą! Nie należy wypłukiwać skrobi, kiedy makaron ma być przeznaczony do sosu. Będzie nam się wszystko gorzej łączyć!

Na patelni rozgrzewamy oliwę i wrzucamy skrojoną w kosteczkę cebulę. Gdy się podsmaży dodajemy pieczarki pokrojone w plasterki i dusimy całość, aż pieczarki zmiękną i przejdą aromatem


Następnie dodajemy śmietanę i serek. Razem wszystko łączymy i czekamy aż sos się lekko zredukuje. Następnie dodajemy makaron i dokładnie łączymy go z sosem. Chwilę jeszcze gotujemy na małym ogniu, aby się nam sos zredukował i w międzyczasie doprawiamy. Solą, pieprzem oraz gałką. Dodajemy świeżą miętę grubo posiekaną i suszoną miętę.

Przekładamy na talerz. Dekorujemy liściem mięty a na sam wierzch dajemy kleks musu z jagód.

***

Przepis bierze udział w akcji mistrzowie patelni - zimowe grzybobranie ;)
www.neoflam.pl


czwartek, 1 września 2011

Mała próba sił na GastronomyGO! Na razie we wrześniu, a potem się zobaczy :)



Siema!
Wiecie co?. Nie mam kasy :D. A prowadzenie bloga niestety wiąże się z jakimiś tam nakładami finansowymi...

Ale nie martwcie się! Bloga nie zamykam, ale muszę zmienić trochę taktykę. Tzn. wcześniejszy jej brak był całkiem fajny, ale kiedy naprawdę czuję nad sobą widmo wydatków, jakaś koncepcja by się przydała ^_^.

Tak więc myślałam i wymyśliłam :) Wrzesień kryzysowy, więc moją misją będzie zmieszczenie się w 100-wce, ale nie przy 7-8 postach. Co to, to nie :) Zamierzam zwiększyć częstotliwość, nie obniżając jakości, ale wyłącznie wydatki.

Śledźcie pilnie. Gwarantuje, że będzie śmiesznie, smacznie i tanio. Ale przede wszystkim będzie w stylu gastronomyGO!!
SZANA ;)


poniedziałek, 29 sierpnia 2011

Pimp your sandwich, czyli serek india. Smak wakacji.

Na MTV można podrasowywać wszystko. Przez samochód i pokój po dziewczynę. Dlaczego mam być gorsza? Też chcę coś udoskonalić. Samochodu nie mam, pokój mam odrestaurowany, a kwestia dziewczyny mnie nie dotyczy :). Padło na kanapkę.


Banalnie? Wcale nie! Cieżko jest zrobić dobrego sandwicza. Zdrowego i oryginalnego. Żółty ser mi się przejadł. Na mięsko za gorąco, a konserwom mówię "nie". Postanowiłam odtworzyć smak wakacji.

Oczywiście rozwiewam tu wątpliwości. W Indiach nie byłam. To podczas pobytu w Gdyni zajadałam się serkiem india na tony. Kolejny pozytywny smak wpisany na listę z dobrymi-gastronomicznymi wspomnieniami.


Serek reginalny. U nas na mazowszu nie uraczę. Wyznaję zasadę: "Nie masz czegoś na co masz ochotę? Zrób to sam!" I zrobiłam. Zapraszam!



Serek india

- 3 op. serka kanapkowego naturalnego
- 1/2 łyżeczki kurkumy
- 1 łyżeczka curry
- szczypta papryki
- 1/2 gałki muszkatałowej
- łyżeczka cynamonu



Serki przekładamy do miseczki i dokładnie mieszamy z przyprawami.
>:}
To wszystko.
A jaki jest wasz smak wakacji?  Powspominajmy, gdyż już niedługo się skończą :(.


poniedziałek, 22 sierpnia 2011

Oryginalna przystawka = Cukinia z cynamonem i cebulą

Hej!
Jak tam po weekendzie? Mi ten weekend przyniósł dużo dobrego ;) (włączenie z przepisem, który zaraz wam zaprezentuję). Ostatnio ciągle piekłam i słodziłam, więc w końcu stwierdziłam, że czas na coś wytrawego. Oto, co z tych całych rozkminek wyszło. I wyprzedzam pytania. Cebula idealnie współgra z cynamonem >:}.


wersja gourmet ;)

Przystawka bądź sałatka
z cukini z cebulą i pomidorkami.
(doprawiona duuużą ilością cynamonu ! :))

- 1 cukinia
- pomidorki koktajlowe (dosłownie parę sztuk)
- 1 cebula
- 2 x kora cynamonu
- sól, pieprz
- kurkuma
- cynamon
- 2 ząbki czosnku
- swieża mięta
- sok z cytryny



Cukinie kroimy na ukośne, grubsze plasteki. Cebulę w piórka, czosnek wyciskamy przez praskę. Następnie na patelni rozgrzewamy tłuszcz i kładziemy cebulę, czosnek i cukinię. Posypujemy cynamonem, kurkumą i na koniec sól pieprz. Kurkumy tylko ociupinkę - dla koloru. Cynamonu z łyżeczkę, sól i pieprz dla smaku. Wkładamy korę cynamonu i smażymy, aż cukinia zmięknie i przejdzie aromatem cynamonu.


wersja fun ;)

Zdejmujemy z ognia cukinię i studzimy ją. Sałatko - przystawkę podajemy w temperaturze pokojowej.

Pomidorki koktajlowe przekrawamy na ćwiartki.

Na talerzu układamy cukinię, posypujemy pomidorkami koktajlowymi i skrapiamy całość cytryną. Posypujemy świeżą, skrojoną miętą. Ewentualnie już na talerzu można jeszcze doprawić świeżo zmieloną solą i pieprzem. Voila!




czwartek, 18 sierpnia 2011

Zapraszam wszystkich na P&P ;)

Chciałabym wszystkich serdecznie zaprosić
na mojego drugiego bloga, który będę prowadzić z mamą.

Mam nadzieję, że się wam spodoba :)
Szana
:)


środa, 17 sierpnia 2011

Wytrawne muffiny z serem feta i oliwkami pachnące rozmarynem :)


Wytrawne muffiny z serem feta i oliwkami

- 375 gram mąki
- 2 łyżeczki proszku do pieczenia
- szczypta soli
- 250 ml mleka
- 2 jajka
- 125 gram masła
- 1 duża papryka
- 175 gram fety
- łyżka rozmarynu
- garść oliwek



Mąkę mieszamy z solą i proszkiem do pieczenia. W drugiej misce mieszamy "mokre składniki", czyli jajka i mleko. "Mokre" miksujemy i dodajemy do nich "suche". Mieszamy wszystko razem łyżką. Masło roztapiamy i studzimy. Dopiero wtedy możemy dodać do powstałej masy.

Fetę i paprykę kroimy w kostkę, oliwki w krążki. Dodajemy do ciasta i delikatnie mieszamy. Następnie dodajemy łyżkę rozmarynu i ostatni raz wszystko łączymy.

Muffinki pieczemy w 200 stopniach przez około 20-25 min. Wyjmujemy z pieca dopiero wtedy, kiedy będą rumiane z wierzchu i suche wewnątrz (warto upewnić się patyczkiem ;)). To wszystko ;). Smacznego :)



poniedziałek, 15 sierpnia 2011

Podwójnie wypiekane ciasteczka Biscotti ;)

Nazwa biscotti to zlepek słów 'bis' - podwójnie i 'cotti' - wypiekać. Są to ciastka, które faktycznie dwa razy poddaje się obróbce termicznej. Dzięki temu są magicznie chrupkie i przesiąknięte na wylot aromatem migdałów. Nie wyobrażam sobie bez nich filiżanki porannej kawy. Koniecznie zróbcie sobie na zapas. Można przechowywać zamknięte w słoju do miesiąca. ;)

Pierwszy raz o ich istnieniu dowiedziałam się podczas zakupów w Almie. Kupiłam je za jakąś kosmiczną cenę. Malutkie opakowanie zniknęło w mgnieniu oka.

Minęło sporo czasu, aż natknęłam się na przepis. Otóż dopiero wtedy przypomniałam sobie jakie były świetne i zapragnęłam je zrobić. Przepis prosty, niewiele składników, praktycznie żadnej pracy...


Biscotti

- 2 jajka
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia
- 3/4 szklanki cukru
-2 szklanki mąki
- 100 gram migdałów w całości




Na samym początku musimy posiekać migdały. Jednak nie za drobno. Niektóre można nawet pozostawić w całości. Następnie ubijamy jajka z cukrem. Dodajemy mąkę i proszek. Dokładnie mieszamy całość łyżką. Na samym końcu migdały. Konsystencja ciasta powinna być kleista, ale niezbyt przywierająca.

Piekarnik rozgrzewamy do 170 stopni. Na blasze wyłożonej pergaminem formujemy dwa długie chlebki w odległości około 3 cm od siebie. Pieczemy 25-30 min.

Gdy ciasto nam wystygnie po wyjęciu z pieca, kroimy je pod skosem na około 1 cm kawałki. Układamy płasko na blasze i pieczemy w 160 stopniach około 6-8 min z każdej strony.



Wystudzone przekładamy do słoika i zakręcamy. Choć mogą stać miesiąc, to i tak gwarantuję, że po tygodniu trzeba będzie dorabiać. Smak nie do opisania. Kupne mogą wracać do Włoch ale tych pod Warszawą :) Domowe Biscotti to prawdziwy smak Toskanii. Z racji, że to właśnie tam powstały pierwsze z najpierwszych :D
Viva Italia !

wtorek, 9 sierpnia 2011

Viva Italia! Wakacje po włosku, czyli Sorbet Bazyliowy!

Ostatnio słyszałam od siostry, że nasz pokój przekształca się w szklarnię. Fakt, trochę nagromadziłam roślinek, ale to z czystej miłości! I tak samo z czystej sympatii do bazylii, sorbetów i odrobiny cukru; stworzyłam deser pełen uczucia, pachnący Rzymem i adekwatny do pory roku. No dobra; lato, latem, ale mogłoby być ciut cieplej. Choć mi temperatura nie przeszkadza. Lody mogłabym wcinać cały rok. Zapraszam!


Sorbet z bazylii

- 0,5 litra wody
- około 30 liści bazylii ( ja po prostu poświęciłam całą)
- sok z cytryny
- 4 łyżki cukru
- 4 białka



Miksujemy wodę z bazylią i sokiem z cytryny wymieszanym z cukrem. Białka ubijamy na sztywno i delikatnie wszystko razem mieszamy. Wkładamy do zamrażalnika i mieszamy ok. co 45 min. :)




***



czwartek, 4 sierpnia 2011

Nie rób takiej kwaśnej miny, zjedz se tarty zy cytryny ;)

Tak jak w tytule :D


Tarta cytrynowa ;)

masa:
- 350 gram śmietany kremówki (gęstej)
- 100 gram cukru pudru
- skórka z 2-ch cytryn
- 150 ml soku z cytryny
- 4 duże jajka
- 3 żółtka

ciasto:


Jak już mamy wyrobione i schłodzone ciasto, nakłuwamy je widelcem, formę wykładamy papierem i wysypujemy fasolę dla obciążenia. Pieczemy w 180 stopniach, aż do "ścięcia się" brzegów. Następnie wyjmujemy fasolę i znów pieczemy ciasto, aż do całkowitego zrumienienia.

Gdy ciasto nam "dochodzi", bierzemy się za masę. Mieszamy sok z cytryn, skórkę i cukier puder. Następnie dodajemy śmietanę i wszystko razem miksujemy. Ciągle miksując dodajemy jajka, a następnie żółtka. Teraz wrzucamy naszą miksturę na gaz i podgrzewamy ją, aż intensywnie zgęstnieje. Wtedy jest już gotowa do zapieczenia.

Wylewamy masę na spód, który ówcześniej przygotowaliśmy do dalszego pieczenia. O co kaman?. Ze względu, że ciasto jest już upieczone, a nasza masa będzie się jeszcze długo ścinać, należy okryć brzegi folią aluminiową, aby uniknąć spieczenia boków.

Pieczemy, aż masa się całkowicie zetnie. Około 25 min. W 200 stopniach :).

Pozdro!